1400 km. Pęknięte szprychy, refleksja nad rekordami, niespodziewana towarzyszka

1

Noc na pustyni Gobi. Fot. Mateusz Waligóra

Byłem głupi. Myślałem, że problemy związane z wyszukiwaniem drogi już za mną. A cały czas muszę jej szukać. Przeszedłem przez kopalnie, w których wyjeżdżone były tysiące ścieżek.

Zmęczenie daje znać o sobie, popełniam proste błędy. Całą dłoń mam sklejoną klejem do opon, czekam, aż się skóra się złuszczy. Pomiędzy ranami na stopie zrobiły mi się nowe bąble. Nie wiem, czy to wina skarpet, czy butów, czy po prostu tak już jest. Wyprofilowałem trochę wkładkę do butów, przyciąłem ją i zraniłem się przy tym w palec.

W Bayanlig załadowałem 90 litrów wody. Spodziewałem się, że teren będzie płaski, ale wiele razy musiałem podchodzić. Nie liczyłem za to, że trafię na źródła wody, a udało się. Dziury w ziemi nie były oznaczone na mapie, ich lokalizację znają tylko nomadzi.

Wózek był bardzo ciężki, nawierzchnia kłopotliwa – lewe koło nie wytrzymało, pękły trzy szprychy. Zauważyłem to w Bulgan. To niewielka wioska oddalona o 94 km (trzy dni drogi) od Dalanzadgad. Pęknięte szprychy są poważnym problemem, nie jestem w stanie go rozwiązać, bo nie mam ze sobą zapasowych szprych.

Na ile mogłem, odciążyłem wózek. Wylałem trochę wody. Pogoda mi pomogła, bo trzy dni marszu z Bulgan do Dalanzaghad okazały się rzeźnią. Śnieg, deszcz, śnieg z deszczem, silny wiatr, przemykanie pomiędzy jedną burzą a drugą. Wszystko było mokre. Ale dzięki temu piłem mniej wody i wózek jakoś przetrwał.

Przez te trzy dni towarzyszył mi pies. Przyczepił się za Bulgan i podążał moim śladem. Na początku nie reagowałem, później próbowałem go odgonić, ale zawsze wracał. Przeszedł ze mną 94 km. Kiedy zobaczyłem, że rankiem zlizuje szron z namiotu, nalałem mu wody i poczęstowałem suszoną wołowiną.

To była suczka. Nie wołałem jej na głos, ale w myślach nazwałem ją Takla Makan. W Dalanzadgad znalazłem hotel, a ona położyła się pod wejściem. Była tam jeszcze pierwszego wieczoru, ale nad ranem zniknęła. Z jednej strony to dobrze, bo jak mówił Mały Książę: „pozostajesz na zawsze odpowiedzialny za to, co oswoiłeś”. Z drugiej – łatwo się przyzwyczaić do towarzystwa.

Cały czas zadaje sobie pytanie: po co idę przez tę pustynię? Nie uważam, żeby rozmyślanie nad sensem wyprawy było złe, Myśli o tym, dlaczego robię coś tak bezsensownego, są częścią tej przygody.

W Dalanzadgad odpocząłem dwa dni. Przeczytałem trochę komentarzy pod artykułami o wyprawie. Ktoś zapytał, czy jeśli się uda, pobiję rekord Guinnessa. Pomyślałem sobie, że nie jestem godzien konkurować z ludźmi, którzy przez wiele lat doprowadzili do perfekcji jedzenie hot-dogów na czas czy zapuścili najdłuższe na świecie paznokcie. Myślę sobie, że często w raz z takim rekordem wiąże się jakaś ludzka tragedia związana z brakiem pewności siebie lub naciskiem ludzi wokół. Nie chciałbym być częścią tego.

Po dwóch dniach opuściłem Dalanzadgad i ruszyłem dalej. Myślę, że pomogło mi sprawdzenie w internecie, co dzieje się w Polsce i na świecie. To nie jest coś, do czego mi się spieszy.

Pozostałą drogę podzieliłem na pięć etapów, pomiędzy pięcioma wioskami. Wmawiałem sobie, że od Dalanzadgad będzie łatwo. Błąd, oszukiwanie siebie. Jest ciężko.

W trakcie drogi przestało mnie boleć ścięgno Achillesa. Ciało ludzkie jest jednak niesamowite. Ból mięśni i stawów wciąż aktualny, na noc łykam ketonal, żeby zasnąć.

Przeszedłem już prawie 1400 km. Przede mną jeszcze trochę ponad 400.

 

13 komentarzy

  • Niesamowite jest to co czytam. Wyobrażam sobie, jak czasem siadasz obok siebie i zadajesz sobie to cholerne pytanie: Waligóra, po co Ci to wszystko? Bo mogłem, odpowiedziałeś sobie z przekąsem. Życzę siły i zdrowia! Reszta w Twojej głowie! Ale o to jestem spokojny!

  • Bardzo lubię czytać to co piszesz. Czytam, w myślach stawiam przecinki, myślę, rozważam, zastanawiam się i czytam dalej. Bardzo lubię. Trzymaj się nieznany Przyjacielu!

  • Móc czytać o takich podróżach to jest coś wspaniałego. Całe życie czytam książki. Arkady Fiedler, Centkiewiczowie, Tony Halik.Wyprawa przez pustynie to bardzo ciężka próba fizyczna i psychiczna.
    To poznawanie własnego ciała i umysłu, ma się bardzo ograniczone możliwości korzystania z darów natury.
    Powodzenia, dużo zdrowia, uśmiechu mimo bólu. Samych pozytywnych kontaktów z ludźmi.

  • Cieszę się że znów się odezwałeś, podziwiam Cię za ten upór i wytrwałość. Mam nadzieję że z tej przygody powstanie świetna książka. Czekam na Twój szczęśliwy powrót 🙂

  • Mateuszu,
    Śledzę Twoją wyprawę i coraz bardziej podziwiam, towarzeszę Ci „internetowo” w każej chwili, choć wiem, że to tylko słowa…
    Mój szacunek i życzenia sukcesu (a już go osiągnąłeś!) są wielkie…
    Nie poddawaj się, jeśli możesz, poddaj się jeśli jesteś u kresu… Życie, Rodzina i zdrowie to najważniejsze wartości. Nie ma niczego ponadto.
    Anna (Bydgoszcz)

  • Myślę o tym co robisz i szczerze Cię podziwiam. Najbardziej za odwagę zmierzenia się z nieznanym! Trzymaj się i walcz! Z każdym krokiem jesteś bliżej! Olo (Przemyśl).

  • To niesamowite, że możemy uczestniczyć w Twoich zmaganiach po drugiej stronie globu. Tutaj w Patagonii kciuki same się zaciskają. Jak jest zimno, albo wieje to czasem wspominamy – No u nas wieje, ale ciekawe jak tam Mateusz.

    Pozdrawiamy serdecznie i życzymy szczęśliwego zakończenia. Te pytania o sens, one już będą z nami zawsze?

  • Trzeba było wziąć kuzyna wulkanizatora to bym Ci kleił po drodze ;D tymczasem na finale tej wędrówki zanucę Ci tylko – „do Milówki wróć…” nie jak najszybciej a jak najbezpieczniej ! Bo w końcu się trzeba napić wódki razem bo chyba jeszcze nie piliśmy :)!

By Dominik Szczepański

   Mateusz Waligóra jest specjalistą od wyczynowych wypraw w najbardziej odludne miejsca planety. Szczególnym upodobaniem darzy pustynie, od Australii po Boliwię. Na koncie ma rowerowy trawers najdłuższego pasma górskiego świata — Andów, samotny rowerowy przejazd przez najtrudniejsza drogę wytyczoną na ziemi — Canning Stock Route w Australii Zachodniej oraz samotny pieszy trawers największej solnej pustyni świata — Salar de Uyuni w Boliwii.

Na co dzień pracuje jako stały współpracownik National Geographic Traveler oraz przewodnik wypraw trekkingowych na kilku kontynentach. Jego fotografie publikowały media na całym świecie, między innymi: The Guardian, Daily Mail, National Geographic, Globetrotter Magazin, 4-Seasons Magazin oraz Adventure Travel Magazine.

Autor książki ‘TREK’ nagrodzonej tytułem “Książka Górska Roku”, w kategorii “Przewodniki i poradniki górskie” na Festiwalu Górskim w Lądku Zdroju. Ambasador marek Fjällräven i Primus.

www.mateuszwaligora.com

wybrane wyprawy:

2017

Druga wyprawa projektu ‘Before It Is Gone’: Victorinox Qhapaq Ñan, w góry Cordillera Vilcabamba w Perú

2017

Pierwsza wyprawa projektu ‘Before It Is Gone’: Chadar Aztorin Expedition na zamarzniętą rzekę Zanskar w Himalajach indyjskich

2016

Samotna zimowa wyprawa przez największy górski płaskowyż w Europie —  Hardangervidda w Norwegii

2015

Samotne przejście największej solnej pustyni świata — Salar de Uyuni w Boliwii

2014

Samotny rowerowy trawers najtrudniejszej drogi wytyczonej na Ziemi —  Canning Stock Route w Australii Zachodniej

2011-2013

Rowerowy trawers Andów — najdłuższego pasma górskiego świata wraz z Agnieszką Waligórą

2009

Rowerem przez Kubę śladami Buena Vista Social Club