915 km. Półmetek wyprawy. Problemy z nogami. Suche koryta jak szczeliny. Najtrudniejszy fragment drogi

9

fot. Mateusz Waligóra

W ciągu ostatniego tygodnia często gubiłem ścieżkę. Wiodła dolinami, do których z gór spływały rzeki – czas przeszły, bo teraz nie ma w nich wody. Do pokonania miałem więc wiele pustych koryt, w których gubiły się ścieżki. Przekraczanie koryt jest problemem, bo w środku jest mnóstwo ostrych krzaków. Nie da się ich ominąć, trzeba jakoś przeciągnąć wózek. Za którymś razem wbiłem kawałek drewna w oponę. Dziura miała trzy milimetry. Łatałem ją dwa razy. W sumie na jedną z dętek nakleiłem już 16 łat. Często odpadają. Mam ich drugie tyle – nie wiem, czy to nie za mało.

Mam taką zasadę, że wybieram ścieżkę tylko wtedy, gdy jej przebieg pokrywa się z obrazem na przynajmniej dwóch z pięciu map, które zabrałem. Chciałem dojść do osady Shinejinst od północy, przez góry. Taką ścieżkę wskazywała tylko mapa rosyjska, ale zaryzykowałem, bo wcześniej nigdy nie zawiodła. Po pewnym czasie ścieżka rozmyła się w stepie. Szedłem na azymut po kamieniach, trawie, krzakach, setkach suchych koryt. Często musiałem nadrabiać drogę, żeby obejść koryto i znaleźć lepsze przejście. Słucham sobie audiobooka książki Marka Kamińskiego i te suche koryta kojarzą mi się trochę ze szczelinami w lodowcu, które Kamiński pokonywał w drodze na biegun.

Podczas przekraczania jednego z koryt wózek popchnął mnie do przodu i skręciłem lewą nogę. Boli, kuśtykam, jem dziennie dwa ketonale. Problem mam też z prawą nogą, bo boli mnie ścięgno Achillesa.

Do Shinejinst dotarłem od południa. To osada, trochę większa niż Bayantorooi. Wodę rozwozi minicystercna. W wiosce stoi sporo jurt, jest też prąd. Miejscowa sklepikarka pozwoliła mi przenocować w swojej altance. Podgrzałem wodę i wymoczyłem stopy. Na lewej w miejscu pęcherzy zrobiła mi się spora dziura o głębokości ok. 7 milimetrów. Nie mam jak tego wyleczyć, mam nadzieję, że nie dojdzie do zakażenia.

W Shinejinst było bardzo zimno. Rankiem wózek był oblodzony, a na ziemi leżało kilka centymetrów śniegu. Dzień robi się krótszy, muszę rozbijać namiot godzinę wcześniej niż na początku wyprawy.

W kolejnych dniach udawało mi się pokonywać po 40 km. To już nie jest samotna wyprawa; idziemy razem – ja i ketonal.

We wtorek dotarłem do Bayanlig. Znalazłem tu nocleg i prysznic! Odpocznę dzień albo dwa, spróbuję zaleczyć nogi. Przede mną najtrudniejszy moment wyprawy – 8 albo 9 dni drogi, 250 km bez żadnych wiosek i rzek. Podobno są jakieś studnie, ale pozamykane na kłódki. Nie ma dróg ewakuacji – albo do przodu albo powrót do Bayanlig. Ale widok może być wspaniały – ścieżka wije się u podnóża wielkich wydm.

Zastanawiam się, czy sobie poradzę.

Za mną 915 km, przede mną 900.

14 komentarzy

    • Nie mogę wiele zrobic dla Pana,ale to,że śledzę Pana wyprawę,że z serca i duszy trzymam za Pana kciuki,to mój maluteńki wkład w tą wielką wyprawę

  • Panie Mateuszu, walka z własnymi słabościami jest najgorsza. Skoro podjął Pan decyzje o walce z Kobietą – Pustynią musi byc Pan silnym czlowiekiem! Podziwiam za upór! Życzę spotykania mokrych źródeł, powodzenia w dalszej drodze. Jest Was troje Pan, Pustynia i Ketonal, a to juz mocna ekipa!
    Pozdrawiam

  • Panie Mateuszu!

    Niesamowicie się cieszę, że usłyszałam o Panu i o tym czego próbuje Pan dokonać!
    Szczerze Pan podziwiam przede wszystkim za odwagę do realizacji takiego ekstremalnego wyzwania! Piękne marzenie, które wymaga nie tylko siły mięśni, ale przede wszystkim siły umysłu. Od eraz na bieżąco będę śledzić Pańskie poczynania, od teraz z całych sił trzymam kciuki!

    Z pewnością dotrze Pan do celu, a tam już tylko woda, woda, ulga i spełnione marzenie! 😉

    Serdecznie pozdrawiam, mam nadzieję, że się Pan trzyma!

   Mateusz Waligóra jest specjalistą od wyczynowych wypraw w najbardziej odludne miejsca planety. Szczególnym upodobaniem darzy pustynie, od Australii po Boliwię. Na koncie ma rowerowy trawers najdłuższego pasma górskiego świata — Andów, samotny rowerowy przejazd przez najtrudniejsza drogę wytyczoną na ziemi — Canning Stock Route w Australii Zachodniej oraz samotny pieszy trawers największej solnej pustyni świata — Salar de Uyuni w Boliwii.

Na co dzień pracuje jako stały współpracownik National Geographic Traveler oraz przewodnik wypraw trekkingowych na kilku kontynentach. Jego fotografie publikowały media na całym świecie, między innymi: The Guardian, Daily Mail, National Geographic, Globetrotter Magazin, 4-Seasons Magazin oraz Adventure Travel Magazine.

Autor książki ‘TREK’ nagrodzonej tytułem “Książka Górska Roku”, w kategorii “Przewodniki i poradniki górskie” na Festiwalu Górskim w Lądku Zdroju. Ambasador marek Fjällräven i Primus.

www.mateuszwaligora.com

wybrane wyprawy:

2017

Druga wyprawa projektu ‘Before It Is Gone’: Victorinox Qhapaq Ñan, w góry Cordillera Vilcabamba w Perú

2017

Pierwsza wyprawa projektu ‘Before It Is Gone’: Chadar Aztorin Expedition na zamarzniętą rzekę Zanskar w Himalajach indyjskich

2016

Samotna zimowa wyprawa przez największy górski płaskowyż w Europie —  Hardangervidda w Norwegii

2015

Samotne przejście największej solnej pustyni świata — Salar de Uyuni w Boliwii

2014

Samotny rowerowy trawers najtrudniejszej drogi wytyczonej na Ziemi —  Canning Stock Route w Australii Zachodniej

2011-2013

Rowerowy trawers Andów — najdłuższego pasma górskiego świata wraz z Agnieszką Waligórą

2009

Rowerem przez Kubę śladami Buena Vista Social Club